Ściłba: Dla mnie szklanka jest do połowy pełna

W niedawnym numerze „Magazynu Lubskiego” prezentowaliśmy wywiad z trenerem Budowlanych Lubsko, Robertem Ściłbą. Jak ocenia rundę jesienną i czy pozytywnie patrzy w przyszłość? Zapraszamy do przeczytania.

Czy uważasz rundę za udaną?

Trudno uważać rundę za udaną, gdy ma się najgorszą obronę i atak w lidze (patrząc na bilans bramkowy). Tak źle nie było dawno, ale również kadrowo tak źle nie wyglądaliśmy od dłuższego czasu. Założyliśmy sobie wraz z zarządem i zawodnikami, że chcemy się utrzymać, a 20 punktów w rundzie, czyli 40 w sezonie powinno do tego wystarczyć. Na ten moment czujemy więc niedosyt.

Nieźle zaczęliście sezon, później mieliście kilka meczów kryzysu i znowu odpaliliście w końcówce. Czym to było spowodowane?

Po części na pewno terminarzem, który sprawił, że na początku i na końcu graliśmy z rywalami w naszym zasięgu. Natomiast środek rundy to mecze z drużynami z czołówki.
Wpłynęła na to również sytuacja kadrowa. Na początku rundy miałem do dyspozycji szeroką kadrę, potem jeździliśmy na mecze w 12, a na koniec pojawili się starzy-nowi zawodnicy, co poprawiło jakość mojej drużyny.
Kwestia mentalna odegrała też dużą rolę. Weszliśmy w sezon z nadziejami, potem to powietrze nieco z nas opadło.

Po raz kolejny odeszło z twojego zespołu mnóstwo zawodników. Zespół znów musiałeś budować od zera?

Zgadza się. O ile niektórzy zawodnicy deklarowali odejście jeszcze w III lidze, to niektórzy zostawili nas w ostatniej chwili, wcześniej nic o tym nie mówiąc. Mimo wszystko kilku wartościowych graczy zostało. Patrzę na to w ten sposób, że szklanka jest do połowy pełna. Kwestia tego, żeby do tego przekonać też zawodników, którzy sporą część podchodzili do meczów ze złym nastawieniem.

Kogo ze starego składu najbardziej brakowało?

„Stara ekipa” to kilku naprawdę fajnych graczy – Adrian Jeremicz, Jarek Owsiany, czy Karol Łyczko. Patrząc na rundę z perspektywy czasu to najbardziej brakowało wartościowego młodzieżowca, a więc Michała Bondarenki i Roberta Sieczkowskiego, czy Gerarda Maćkowiaka. Trzeba pamiętać, że na boisku przez całe spotkanie musi grać dwóch młodzieżowców, stąd ratowaliśmy się braćmi Królskimi, Bartoszem Bryjakiem, Jakubem Kajetańczykiem, Patrykiem Andrzejewskim, Kacprem Golą, czy Adrianem Baworowskim, których jakość jeszcze do poprawienia.

Myślisz, że utrzymanie jest realne?

Mocno wierzę w utrzymanie. Kwestia tego, czy zawodnicy w to wierzą, bo tylko wtedy jest to realne.

Najlepszy i najgorszy mecz?

Bardzo podobały mi się spotkania z końcówki rundy. Widziałem wtedy u chłopaków błysk w oczach, zaangażowanie, gryźliśmy wtedy trawę. Natomiast przegranych i zrezygnowanych ludzi widziałem w meczach z Czarnymi Witnica i Santosem Świebodzin.

Skład na początku sezonu miał wyglądać całkiem inaczej. Mieli grać m.in. Mariusz Zubowicz i Sebastian Hirsch. Co się stało?

Co do Mariusza Zubowicza, twierdził, że nie pogodzi obowiązków służbowych z graniem – dla mnie „chcieć to móc”. Natomiast Sebastian wyprowadził się w trakcie sezonu do Zielonej Góry, co uniemożliwiło mu udział w treningach i meczach.

Pod koniec rundy doszło do twojego zespołu trzech doświadczonych zawodników. To była wspólna decyzja?

Szczerze mówiąc, to był pomysł prezesa klubu, Stanisława Słobodziana, do którego na początku miałem sceptyczne nastawienie. Ale bardzo szybko okazało się, że chłopaki podnieśli jakość zespołu. Stąd szacunek dla prezesa, że podejmuje wszelkie kroki niezbędne do osiągnięcia celu jakim jest utrzymanie.

Widać było, ze doświadczenie wniesione przez nich było bardzo istotne. Czy wiosną będą nadal grać?

Myślę, że od nadmiaru głowa nie boli. Im więcej zawodników, tym lepiej. Czynnik zdrowej rywalizacji o pierwszy skład jest bardzo mocny. Dlatego chciałbym, aby ci zawodnicy z nami zostali, tym bardziej, że sezon jest długi, a zdarzenia losowe, jak np. kontuzje są dość powszechne.

Przez prawie całą rundę grałeś ze swoimi podopiecznymi na boisku. Czy brak twojej osoby na ławce mógł być poważnym problemem. Jak z tego wybrnąć?

Dopóki wszyscy byli zdrowi i przygotowani do gry, nie wchodziłem na IV-ligowe boiska. W moim wieku i z moim stanem zdrowia, mam do gry dystans. Dlatego częściej można było mnie zobaczyć w rezerwach. Nie ukrywam, że wciąż ciągnie mnie do grania, ale wolałbym ogrywać młodych zawodników. Niestety sytuacja kadrowa pierwszego zespołu niejako wymusiła moją grę. Przypomnę, że kilka spotkań graliśmy gołą jedenastką z Paweł Bahyryczem (nominalnym bramkarzem) w polu, więc nie miałem wyboru.
Dla trenera ta sytuacja nie jest do końca komfortowa. Z boku widać więcej. Przydałby się drugi trener, ale rzeczywistość małomiasteczkowej piłki jest taka, a nie inna, po prostu nie można sobie na to pozwolić. Na ławce mam kierownika Waldemara Szymczaka, który z racji swojego wieloletniego doświadczenia, często udziela cennych podpowiedzi, za co jestem mu wdzięczny.

Po wpadce z Santosem Świebodzin, znacznie zmalała ilość kibiców na trybunach. Jak to wpłynęło na twój zespół?

Wpadka z Santosem, była o ile dobrze pamiętam, kolejną kompromitacją. Zaliczyliśmy długą serię wysokich porażek. To wpływa negatywnie nie tylko na zawodników, ale również na kibiców, co jest po części zrozumiałe.
W moim odczuciu z klubem jest się „na dobre i na złe”. Teraz widać kto tak naprawdę jest z nami, a kto przeciwko. Dla tych co zostali z Budowlanymi, wielki szacunek i podziękowania. Ta druga grupa nie zasługuje niestety nawet na słowo komentarza.

Ponownie przez kilka meczów nie grał Maciej Trziszka, najlepszy strzelec drużyny. Czym był spowodowany jego brak?

Z Maćkiem problem jest niestety ciągle taki sam. Czasami można odnieść wrażenie, że nie do końca zależy mu na zespole, przekłada czasem dobro ogółu indywidualnymi osiągnięciami, a na to jako trener nie mogłem pozwolić. Reszta niech pozostanie w szatni. Jednak wielki szacunek dla niego, że potrafi przyjść, porozmawiać. Zjawił się w świetnym momencie.  Piłkarsko jest nam bardzo potrzebny.

Przeciwko Odry Górzyca na sam koniec rundy, fantastyczne spotkanie rozegrał Dawid Walczak. To powrót na stałe? Wiosną mógłby być jednym z liderów drużyny?

Dawid jest bardzo utalentowanym zawodnikiem. Byłem z nim w kontakcie praktycznie przez całą rundę. Niestety sytuacja życiowa i zdrowotna nie pozwoliła mu grać. Nie ma łatwego życia, mocno trzymam za niego kciuki. Jeżeli chodzi o jego wartość dla zespołu, uważam, że może być kluczowym elementem w walce o ligowy byt. Póki co deklaruje chęć do gry.

Co z Bartoszem Radko? Wraca do składu?

Bartek z racji swojego wieku (przypomnę, że jest młodzieżowcem) także dużo nam daje. Jest ważną postacią w zespole, co wyszło po jego kontuzji – wiele spotkań szukałem dla niego optymalnego zastępcy na pozycję środkowego obrońcy – z jakim skutkiem wszyscy widzieli.
Bartek ma dobrą mentalność, jest typowym walczakiem, nie odpuszcza. W grudniu wznowił treningi i twierdzi, że po kontuzji nie ma już śladu.

Jakie plany na kolejne miesiące?

Grudzień jest miesiącem roztrenowania. Trenujemy na hali oraz na siłowni. Od stycznia ruszamy z przygotowaniami. Sprawa jest teoretycznie prosta, bo do poprawienia jest wszystko (śmiech). Musimy znacznie podciągnąć się w każdej sferze – od taktyki, motoryki i techniki, do organizacji gry we wszystkich fazach. Ale myślę, że decydujące będzie przygotowanie mentalne. Mamy jasno obrany cel, do niego doprowadzić nas może tylko ciężka praca i pozytywne nastawienie.
Tak jak wspomniałem wcześniej, że dla mnie „ta szklanka” jest do połowy pełna. Teraz to zawodnicy muszą w to uwierzyć.

Dodaj komentarz

two × two =